Nocleg na dziko w Omanie

Oman jest krajem stworzonym do noclegu na dziko. Władze tego państwa są niezwykle życzliwie nastawione do turystów, którzy planują noclegi we własnym zakresie. Jadąc autobusem z Dubaju, już na granicy można się o tym przekonać. Kiedy stoimy w kolejce do okienka straży granicznej, żeby wbili nam do paszportu odpowiednią pieczątkę, naszym oczom ukazują się ogromne plakaty zachwalające turystykę w Omanie. Oprócz zdjęć wielbłądów i przepięknych Wadi, kilka z nich przedstawia namioty rozbite w najróżniejszych miejscach.

Gdybyśmy chcieli znaleźć nocleg w hotelu, wiązałoby się to olbrzymymi kosztami. Oman dopiero rozwija się jako kraj turystyczny, stąd miejsc noclegowych nie jest tam zbyt wiele, a ich cena jest mocno wygórowana. My spędziliśmy 7 nocy w tym pięknym państwie, a każdy z nich w innym miejscu. Przejechaliśmy 1300 kilometrów i zwiedziliśmy różne atrakcje, często niezwiązane ze sobą. Byliśmy zarówno w Wadi, nad morzem, jak i w wysokich górach. Bez większego problemu w każdym z tych miejsc znaleźliśmy nocleg na dziko. W Omanie jest to jak najbardziej legalne. Nie ma wyznaczonych miejsc do spania i rozpalania ognia, przez co można to robić w całym kraju. Wyjątkiem są parki narodowe i rezerwaty przyrody. No i też nie wypadałoby rozbić się komuś pod domem albo przy bazie wojskowej. Oprócz tego: hulaj dusza!

Kolejne dwa argumenty przemawiają za takim organizowaniem sobie noclegu. Po pierwsze, zaludnienie jest bardzo małe, na kilometr kwadratowy spotkamy 16 Omańczyków. Oczywiście, na pustyni liczba ta jest o wiele, wiele mniejsza. W Polsce jest nas 8 razy więcej. Drugi argument to, że w sklepach Carrefour można kupić cały potrzebny dobytek: namioty, śpiwory, czy też butlę gazową. Jeśli lecimy tanimi liniami przez Dubaj i nie chcemy zabierać ze sobą niewiarygodnej ilości sprzętu i jedzenia, jest to do nadrobienia w Omanie.

Zapraszamy też do naszego wpisu, w którym streszczamy harmonogram 8-dniowej podróży.

I noc (GPS 23.044543, 59.07109 )

Spaliśmy 130 kilometrów od Muskatu, w okolicy Bimmah Sink Hole. Planowaliśmy odwiedzić to miejsce z samego rana. Żeby dojechać do miejsca noclegowego, należy zjechać z drogi nr 17 w miejscowości Dibab, a następnie jechać wzdłuż wybrzeża. Praktycznie od samego miasteczka aż do Bimmah Sink Hole po lewej stronie rozciągać się będzie przepiękne wybrzeże. Wschód słońca jest bajeczny!

II noc ( GPS 22.42981, 59,832123)

Następnego ranka planowaliśmy odwiedzić zółwie w rezerwacie Ras Al Jinz, dlatego musieliśmy podjechać jak najbliżej tego miejsca. Kilometr przed rezerwatem, jadąc przez teren zabudowany, skręciliśmy w lewo. Było to na wysokości jakiegoś sklepu. Następnie, przejeżdżając mniej oficjalnymi drogami, skręciliśmy w prawo i ruszyliśmy w kierunku kolejnej plaży. Nie dojechaliśmy jednak do niej. Po drodze ukazało nam się idealne miejsce noclegowe. Było tam mnóstwo śmieci, co świadczy o popularności tego miejsca. Po kilkudziesięciu minutach przyjechali miejscowi i ostrzegli nas przed wejściem na plażę w nocy, ponieważ wtedy przebywały na niej żółwie. Zapewniliśmy ich o naszych dobrych zamiarach, więc odjechali.

III noc (GPS 22.474966, 58.706487)

Najbardziej magiczna noc podczas całego wyjazdu. Spędziliśmy ją na pustyni. Wokół były tylko wydmy, pod nogami piasek, a nad głowami cudowne rozgwieżdżone niebo. Ani przez moment nie żałowaliśmy, że nie wykupiliśmy zorganizowanej wycieczki. Żeby dojechać w miejsce odcięte od świata, wystarczyło przejechać przez miejscowośc Al Wasil, a następnie udać się na zachód. Po 2,5 km szosa skręca 90 stopni w lewo. Jechaliśmy jeszcze kilka kilometrów, rozglądając się na lewo i prawo za wydmami odpowiednimi na nasze potrzeby. Samochody zostawiliśmy przy drodze, a sami załadowaliśmy na siebie dobytek potrzebny do przeżycia jednej nocy i wspięliśmy się za pierwszą wydmę.

Nagrodą za trud był niezwykle klimatyczny nocleg z widowiskowym wschodem słońca.

IV noc (GPS 22.922849, 57.498428)

Dość długo szukaliśmy jakiegokolwiek noclegu w miejscowości Nizwa, gdzie rano miał być kozi targ. Ostatecznie udało nam się spać w czymś na kształt żwirowiska niedaleko od miasta. Oman niczym nie różni się od innych państw: o wiele łatwiej znaleźć nocleg na dziko daleko od njwiększych miast. Nizwa pokazała nam, że czasem i w Omanie trzeba się namęczyć i nakombinować.

V i VI noc (GPS 23.206274, 57.198668)

Czekały nas dwa dni chodzenia po górach, dlatego podjechaliśmy najbliżej, jak się da samochodem bez napędu 4×4. Kawałek za Jabal Shams Resort udało się znaleźć kawałek płaskiego terenu, gdzie rozbiliśmy namioty. To miejsce służyło nam za obóz przez dwie noce. I trzeba przyznać: było tam całkiem przyjemnie. Tylko trochę zimno.

VII noc (23.513532, 58.74289)

Ostatnią noc spędziliśmy nad zatokami Bandar Al Khairan. Zatrzymaliśmy się na Viewpoincie na samej górze. Odradzali nam to miejsce ze względu na przyjeżdżających tam Omańczyków, którzy lubią w tym miejscu słuchać głośno muzyki i imprezować. Okazało się nie być jednak najgorzej. Poranny widok po raz kolejny wynagrodził nasz trud.

Nocując na dziko warto pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze i najważniejsze, nie rozpalajcie ognia zbyt blisko namiotów. Jeśli będzie wiał silny wiatr, w moment możecie stracić cały swój podróżniczy dobytek. Warto pamiętać, żeby ogień był odpowiednio zabezpieczony. Podczas naszej wyprawy najmocniej wiało na pustyni, dlatego też wykopaliśmy tam dziurę w piasku, która ochroniło ogień przed zgaśnięciem.

Druga sprawa to śmieci. Arabowie mają w naturze zostawiać po sobie nieporządek, spotkaliśmy się z tym w każdym kraju, do którego dotarliśmy. Pamiętajmy jednak, żeby zabierać śmieci ze sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *