Jak podróżować po Izraelu?

Jesteśmy na najbardziej lewym pasie trzypasmowej autostrady. Jadąc ze sporą prędkością wyprzedzamy samochody osobowe. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jedziemy autobusem. Witamy w Izraelu – kraju naprawdę szybkich kierowców. Po dwudniowym pobycie  w Jerozolimie wyruszamy na południe, w kierunku malowniczych izraelskich pustyni oraz dwóch obleganych przez turystów Mórz – Martwego i Czerwonego. Zanim wsiedliśmy do autobusu linii XXX, przeżyliśmy przygody, które starczą nam na osobny artykuł.

 

Zbliżając się do dworców autobusowych, zarówno w Jerozolimie jak i w Eilacie, mogliśmy ze 100-procentową pewnością założyć, że będzie wesoło. Kilkukrotnie odnieśliśmy wrażenie, że nasza polska biurokracja swoje korzenie musi mieć w izraelskich usługach transportowych. Dlatego do tego co piszemy w tym artykule, radzimy podchodzić z pewną rezerwą, a najlepiej będzie się przekonać o tym na własnej skórze w Izraelu. Tak jak my, kiedy z informacji turystycznej byliśmy odsyłani do kas biletowych, stamtąd do kierowcy autobusu, który ostatecznie poradził nam iść do… informacji turystycznych.

Czytając fora internetowe byliśmy gotowi jechać autobusem numer 444 w kierunku Eilatu i wysiąść po drodze w Ein Bokkek. Jedyne pytanie brzmiało, czy w Ein Bokkek jesteśmy w stanie wsiąść do kolejnego autobusu na tym samym bilecie do Eilatu, czy musimy kupić nowy? Wydawać by się mogło, że to prosta sprawa, niestety nie w biurokratycznym Izraelu. Proste pytanie urosło do rangi problemu, z którym nikt nie potrafił sobie poradzić. Jeden z kasjerów chciał być bardzo pomocny, niestety… nie rozmawiał po angielsku.

 

Dodatkową zagwozdką była mityczna karta „Rav Kav”, o której słyszeliśmy różne rzeczy. Jedni pisali, że jest darmowa, inni wyceniali ją na 5 szekli. Trafiliśmy do biura na dworcu w Jerozolimie, gdzie dzień przed wyruszeniem nad Morze Martwe bardzo miła pani przygotowała nam za darmo dwie takie karty, indywidualne z naszymi zdjęciami. Jak nam wtedy powiedziano, po załadowaniu jej u kierowcy, miała być czymś na wzór jednodniowego biletu na daną trasę. Uspokojeni wróciliśmy do hostelu, by spędzić ostatnią noc przed wyjazdem z Jerozolimy.

Kiedy następnego dnia rano kierowca linii 444 nie wpuścił nas do autobusu, byliśmy skołowani. Na szczęście, w przeciwieństwie do dnia poprzedniego, tym razem w biurze „Rav Kav” znalazła się osoba będąca w stanie nam pomóc. Okazało się, że jednodniowy bilet, o którym usłyszeliśmy poprzedniego dnia, obejmuje strefę kończącą się w Ein Bokek. Dalej mieliśmy kombinować inaczej. Na szczęście pani w kasie była na tyle przytomna, by załadować nam na kartę 30 szekli, co przy obecnej promocji dawało nam 37,50 szekli do rozdysponowania. Była to kwota niższa od tej zaproponowanej nam dzień wcześniej, ale idealna, by dojechać do Ein Bokek.

 

Siedząc już w autobusie, wyprzedzając inne samochody i wspominając trzykrotną wizytę na dworcu autobusowym i próby rozgryzienia systemu tamtejszego transportu publicznego, mijamy kolejne miejscowości w drodze nad Morze Martwe, gdzie planujemy się zatrzymać. O wizycie w Ein Bokek i na pustyni tam przeczytacie w tym miejscu.

Warto jeszcze wspomnieć o autostopie. Co prawda, nie robiliśmy wielu kilometrów, ale złapanie transportu zajmowało nam jedynie chwilę. Co prawda, była to południowa część kraju, nie mieliśmy okazji sprawdzić autostopu na północy, w bardziej zurbanizowanych miejscach.

 

 

Możesz nas znaleźć również na fb – www.facebook.com/ruszamywdroge

Po więcej zdjęć zapraszamy na Instagrama – www.instagram.com/ruszamywdroge/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *