Ubezpieczenie w górach

Dyskusje na temat tego, czy akcje ratownicze w Tatrach powinny być płatne, towarzyszą nam od dobrych kilku lat. Środowisko górołazów jest co do tej kwestii mocno podzielone, a rozmowy na forach internetowych są prawie tak emocjonujące jak te dotyczące zamienienia konnego transportu na meleksy, czy próba odpowiedzi na odwieczne pytanie „co czyni mnie większym taternikiem? Zdobycie Giewontu czy Morskiego Oka?”

My nie chcemy zdradzać swojego osądu na ten temat. Warto jednak przypomnieć wypowiedź Jana Krzysztofa, Naczelnika TOPR, z listopada 2015 roku, kiedy dyskusje na ten temat były szczególnie rozbudzone (cytat za portalem tatromaniak.pl):

„Często pojawiają się pomysły by ‚wzorem innych państw nieodpowiedzialni turyści ponosili koszty akcji ratowniczych’, lub by ‚wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie’. Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się oczywisty. Ale czy aby w ten sposób jest finansowane ratownictwo górskie w innych krajach europejskich? Zapewniam, że nawet w Szwajcarii sam ratowany, lub jego ubezpieczyciel nie pokrywają całości kosztów. W wielu miejscach ten udział własny w kosztach dotyczy częściowego pokrycia kosztów, a w wielu miejscach ratownictwo jest bezpłatne, lub finansowane w ramach ubezpieczenia społecznego. Dodam, że przywoływany często przykład Słowacji nie jest poparty wiedzą. Wpływy z odpłatności za akcje ratownicze na Słowacji (poza śmigłowcem funkcjonującym tam na innych zasadach w ramach Pogotowia lotniczego) nigdy nie przekroczyły 8 proc. budżetu. To proporcjonalnie są mniejsze środki niż pozyskiwane przez TOPR w ramach 15 proc. z biletów wstępu do TPN. Wydaje się, że ta forma udziału wszystkich wchodzących na obszar TPN w dofinansowaniu ratownictwa jest rozwiązaniem dobrym, prostym i zastępującym pomysł ‚obowiązkowych’ ubezpieczeń z którymi nie spotkałem się w żadnym górach.

Ratownictwo górskie jest integralna częścią całego systemu ratownictwa w Polsce i nie widzę istotnych powodów by to właśnie w tym miejscu jako pierwszym wprowadzać odpłatność za akcje ratownicze. Podnoszony często problem zwiększonego ryzyka podejmowanego przez turystów czy taterników też nie jest jednoznaczny. Bo czy aby ryzyko letniego spaceru do Morskiego Oka drogą asfaltową jest rzeczywiście większe niż jazda samochodem? Nie słychać również o konieczności ponoszenia kosztów akcji ratowniczej przez sprawcę wypadku na drodze gdzie działa szereg służb ze śmigłowcami włącznie.

Podstawowy koszt dobrze funkcjonującej służby ratowniczej to przede wszystkim koszty utrzymania gotowości. Najistotniejsze jest by w razie wypadku w jak najkrótszym czasie mogli wyruszyć dobrze wyszkoleni i wyposażeni ratownicy. Zapewniam, że koszt utrzymania TOPR w sytuacji gdyby nie podjął żadnej akcji ratunkowej przez cały rok, lub – tak jak obecnie – ratowałby prawie 600 osób byłby bardzo zbliżony.

Myślę, że warto docenić i cieszyć się z faktu, że mamy w Tatrach doskonale funkcjonującą służbę ratowniczą i w razie potrzeby otrzymamy pomoc bezpłatnie i na najwyższym poziomie.”

Jak widać, powody braku opłat za akcje ratownicze są dość jasne i klarowne. Warto jednak pamiętać o tym, że jeśli tylko przekroczymy granicę ze Słowacją, warto być ubezpieczonym. Koszty akcji ratunkowej to kilka tysięcy euro, a chyba nikt z nas nie chce płacić takiej sumy. Warto więc pamiętać o ubezpieczeniu, nawet jeśli jedziemy na słowacką stronę tylko na jeden dzień pochodzić po dolinach. Z doświadczenia wiemy, że koszty nie przekraczają kilkunastu złotych dziennie, a w przypadku niebezpiecznego zdarzenia może nas to ratować od kolosalnym kosztów.

Warto także pamiętać, że część szlaków idzie wzdłuż granicy i zdarzają się przypadki, że górołaz na skutek poślizgnięcia czy zagubienia we mgle, potrzebuje pomocy po słowackiej stronie. Warto więc czasem zastanowić się, czy może nie trzeba się wcześniej odrobinę zabezpieczyć, nawet jeśli startujemy od polskiej strony.

Dla wyjaśnienia, nie jesteśmy firmą ubezpieczeniową, ani nie dostajemy żadnej prowizji za pisanie o tym 🙂 Uważamy jednak, że często jest to sprawa trochę zaniedbana, a w ciągu roku co najmniej kilka osób potrzebujących pomocy po słowackiej stronie, otrzymuje później rachunki opiewające na tysiące euro.

Polecamy stronę HZS (Horskiej Zachrannej Sluzby), gdzie znaleźć można ubezpieczenia proponowane przez słowackich ratowników.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *