Błatnia i Klimczok – Beskid Śląski śladem partyzantów

W tym roku Dzień Ojca chcieliśmy spędzić w wyjątkowy sposób, dlatego wraz z rodzicami i znajomymi wybraliśmy się do Brennej w Beskidzie Śląskim. Jest to miejsce szczególnie z dwóch względów. Po pierwsze znajdują się tam świetne pętle turystyczne, w zależności od zaawansowania można zrobić większy lub mniejszy trekking i wrócić do punktu startu. Drugi powód to walki, jakie toczyły się w tym regionie w latach 1945-1947. Komuniści słusznie obawiali się, że partyzanci, którzy podczas II Wojny Światowej walczyli z Niemcami, po wojnie mogą nie pozwolić na włączenie Polski w strefę wpływów Moskwy. Dlatego dorobili im czarną propagandę, ścigali po lasach, w obławach i katowniach Urzędu Bezpieczeństwa zamordowali kilkadziesiąt tysięcy osób. Rodziny tych żołnierzy do tej pory nie znają miejsc pochówku swoich mężów, braci, sióstr, przyjaciół…

Kapliczka znajdująca się po drodze na szczyt Błatniej

Jedną z osób zamordowanych była Stanisława Golec, ciotka muzyków z zespołu GolecUOrkiestra. Pochodzą oni z Beskidu i niedawno nagrali utwór o tych wydarzeniach.

Do Brennej dojechaliśmy około 8 rano i miasto było jeszcze opustoszałe. Zaparkowaliśmy pod sklepem (supermarket Euro na przeciwko restauracji Skalny Dworek) i ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku Błatniej. Po półtorej godziny dotarliśmy do czerwonego szlaku. Na skrzyżowaniu dróg, odrobinę po prawej stronie, znajduje się pomnik żołnierzy podziemia antykomunistycznego. W tym miejscu w maju 1946 roku starli się oni z komunistami. Po stronie Milicji Obywatelskiej zginęło 8 funkcjonariuszy. Partyzanci stracili dowódcę, plutonowego Edwarda Biesoka „Edka”, który w chwili śmierci miał zaledwie 19 lat.

Kilkadziesiąt metrów poniżej ścieżki, w lesie, znaleźliśmy miejsce, które przez kikadziesiat lat było pochówkiem młodego żołnierza. W 2013 jego bliscy przenieśli szczątki na cmentarz w rodzinnej miejscowości.

Grób leśny Edwarda Biesoka ps. „Edek”

Po chwili zadumy nad ludźmi z pokolenia wychowanego w strasznych czasach wojny, dotarliśmy do schroniska pod Błatnią. Tam zostawiliśmy naszą rodzinę i wyruszyliśmy dalej w kierunku szczytu. Na górze nie znajduje się nic rewelacyjnego, ot tablica informacyjna i piękna łąka z widokiem na otaczajace miejscowości i góry. Niestety, widoczość nie była tego dnia najlepsza. Po chwili wyruszyliśmy dalej, by jak najszybciej dotrzeć na Klimczok. Nasza rodzina miała wyruszyć ze schroniska na Błatnią w kierunku szczytu chwilę po nas, a następnie zawrócić do Brennej. Miało im to zająć do półtorej godziny. Nasza trasa zaplanowana była na 3, dlatego musieliśmy mocno docisnąć tempo.

Widok ze szczytu Błatniej

Zajęło nam to jakieś 45 minut, na szczycie nie mogło zabraknąć oczywiście kilku pamiątkowych zdjęć (jest to niestety kolejny wyjazd, kiedy robimy zdjęcia wszystkiemu, tylko nie nam). Na Klimczoku warto zwrócić uwagę na niezwykle ciekawe ekspozycji kamieni przywiezionych z różnych miejsc na całym świecie. Był więc kamienie nie tylko z Himalajów czy Alp, ale także… z plaż Morza Śródziemnego, a nawet z jednej ze śląskich kopalni.


Następnie nasza trasa przebiegła czarnym szlakiem do Siodła pod Klimczokiem, potem czerwonym do Chaty Wuja Toma, a stamtąd jest już proste zejście żółtym szlakiem do Brennej. Cała trasa liczyła 15 kilometrów zajęła nam niecałe 5 godzin. Suma podejść wyniosła nas 847 metrów a zejść 768 m.

Wycieczka nie była dla nas szczególnie wymagająca, potraktowaliśmy ją raczej jako trening przed wrześniową wyprawą w Himalaje, a także sposób na przetestowanie naszych nowych butów 🙂

Ważne było także dla nas to, że mogliśmy bliżej poznać trudną historię tego niesamowitego regionu. W Brennej, Milówce czy Węgierskiej Górce praktycznie każda rodzina miała partyzanta w Narodowych Siłach Zbrojnych. To były czasy, kiedy cała Europa spodziewała się ataku aliantów na ZSRR. Nie musimy dodawać, że komuniści rządzący Polską bardzo się jej bali, zaś partyzanci poukrywania w lasach liczyli na nią. Kolejna wojna jednak nie wybuchła, a władze miały wolną rękę w likwidowaniu kolejnych punktów oporu.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *